5 błędów, które popełniłam w pierwszym roku działalności

Minął już ponad rok odkąd mam firmę. Nawet jeśli myślałam, że jestem tak świetnie przygotowana, że wjadę we własną działalność na pełnej profesce – okazało się, że to był w najlepszym razie poligon doświadczalny. Popełniłam mnóstwo błędów, a większość z nich wynika z małej pewności siebie. Opisuję 5 moim zdaniem największych.

 

W zeszłym roku założyłam działalność. To był wyczekiwany moment, spełnienie marzenia, na które się odważyłam w ostatnich latach dzięki terapii. Od pojawienia się myśli o pracy na swoim do założenia firmy minęły prawie dwa lata. W tym czasie leczyłam się jeszcze z depresji, ale i uczyłam się czego tylko mogłam. Chciałam podejść do tematu własnej działalności profesjonalnie. Odpowiedzialnie. Przygotować się. Chłonęłam biznesowe treści – książki, webinary, live’y, wyzwania, newslettery i podcasty. Dowiedziałam się mnóstwa rzeczy z wielu dziedzin związanych z prowadzeniem własnej firmy. Myślałam, że hoho, ale jestem przygotowana, teraz to rozpykam ten biznes, jak kruk łamigłówkę z ukrytym żarciem!

Czy uchroniło mnie to przed błędami? Nie. Jeśli jesteś na tym etapie, co ja i myślisz, że Ci nie wyszło – ten tekst jest dla Ciebie. Sama chciałabym taki przeczytać. Nie po to, żeby się nauczyć, jak nie popełnić tych błędów, ale żeby poczuć, że nie jestem sama.

 

Milczę

Zaczynając działalność z góry założyłam, że nie będę wszędzie. Mam fanpage na Facebooku i konto na LinkedIn, ale kompletnie nie czuję tych kanałów komunikacji. Zgodnie z dobrą praktyką postanowiłam więc skupić się na tym, co najlepiej mi „leży”: prowadzić bloga i konto na Instagramie.

Przez jakiś czas żarło, a potem klękło. Zaniedbałam i blog, i Instagram. Widzę tu kilka problemów:

  • niechęć do tworzenia kolejnych treści edukacyjnych. Serio, w pewnym momencie rzygałam już płytkimi treściami, służącymi tylko do tego, żeby wypromować płatny produkt. Nie chciałam się do tego edukacyjnego worka dorzucać, nawet gdybym tworzyła lepsze jakościowo treści.
  • paraliż na myśl o tej mitycznej WARTOŚCI dla odbiorcy. Treści mają być WARTOŚCIOWE. W mojej głowie wartościowe = edukacyjne i wracamy do punktu pierwszego. Na poziomie rozumowym wiem, że wartość mają też takie wpisy, jak ten, gdzie dzielę się swoja drogą, mówię o trudnościach i emocjach związanych z prowadzeniem firmy przez osobę wysoko wrażliwą i chorującą na depresję. Niestety tu wchodzi w grę trzeci problem…
  • brak pewności siebie. No bo kogo to obchodzi, co ja mam do powiedzenia? Jaka ze mnie niby ekspertka, żeby próbować uczyć innych… Kim ja niby jestem, że ktoś miałby chcieć czytać o tym, jak sobie radzę (albo nie) z własną firmą?

Im dłużej trwa ten impas, tym trudniej się przełamać i zacząć do Was mówić.

 

Nie liczę

Jak już wspominałam we wpisie z wnioskami z pierwszego roku działalności: skrzywione podejście do pieniędzy, niepewność siebie i komfortowa sytuacja osobista sprawiają, że nie liczę i nie zarabiam tyle, ile bym chciała.

Gdy na Instagramie poprosiłam o pytania na rok Pomagierki, jedna osoba zapytała jak przeżyć na własnej działalności. A prawda jest taka, że gdyby nie partner, który mnie wspiera finansowo i chce, żebym robiła swoje, to bym się nie utrzymała. Jestem niebywale wdzięczna za to, że mam taką sytuację życiową i wiem, że to przywilej. Zdaję sobie również sprawę, że ten komfort ma plusy i minusy – mogę pracować stawiając moje potrzeby na pierwszym miejscu, ale nic mnie nie ciśnie, żeby zarabiać więcej. Z własnych pieniędzy utrzymuję na razie firmę. Pracuję nad tym, żeby to zmienić, ale jeszcze kawałek drogi przede mną, w dodatku przez zasieki mojej kondycji psychicznej.

Chcę podkreślić, żeby nie zostało to źle zrozumiane: jako „błąd” traktuję w tej sytuacji to, że nie kalkuluję, ile powinnam zarabiać i nie dostosowuję do tego moich stawek, nie to, że działam w zgodzie ze swoimi potrzebami. Działanie w zgodzie z moimi potrzebami i z szacunkiem dla mojego zdrowia psychicznego to jeden z głównych filarów, na których chcę opierać Pomagierkę.

 

Ćpam wiedzę

Ćpanie wiedzy łączy się z perfekcjonizmem i syndromem oszusta. Czujesz, że jak przeczytasz jeszcze tę jedną książkę, ten wpis na blogu, zrobisz kurs, to wtedy BĘDZIESZ SPECJALISTKĄ. Ale zawsze jest kolejna książka, wpis i kurs. Nie ma nic złego w chęci uczenia się i rozwoju – jest to wręcz niezbędne do udanego biznesu – ale trzeba tę wiedzę wdrażać i testować, nie kompulsywnie wchłaniać. A TESTOWANIE zakłada, że może się nie udać.

Wciąż jeszcze muszę się pilnować, żeby w myślach nie mieszać się z błotem w reakcji na własne błędy i niedopatrzenia. Póki co mój wewnętrzny krytyk reaguje tak: „Na pewno ZA MAŁO się przygotowałaś. Włożyłaś w to za mało wysiłku, cwaniaro, to teraz masz. POWINNAŚ była to wiedzieć i tego uniknąć.” Nawet gdy coś robię pierwszy raz.

Wciąż boję się działać, boję się sobie zaufać i robić po swojemu, tak bardzo boję się popełnić błąd. Porównuję się z innymi – często to ludzie, którzy mają inne wartości i cele niż ja. Zapominam o moim kontekście, w porównaniu wypadam blado i w rezultacie stoję w miejscu jako żywy przykład powiedzenia „nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi”.*

*Które to powiedzenie samo w sobie jest sprzeczne, bo w tej sytuacji brak działania to też błąd.

 

Nie wdrożyłam procesów

Nie mam gotowej oferty ani bazowego cennika (wszystko wyceniam indywidualnie). Dopiero niedawno przygotowałam sobie brief do strony internetowej.

Wycenianie usług to najbardziej nielubiana przeze mnie część mojej pracy. W dodatku zjada mi naprawdę dużo czasu. Jak najbardziej przydałoby się stworzyć łatwe do zmodyfikowania gotowce! Nie tylko są czytelne i robią fajne wrażenie na potencjalnym kliencie, ale też pozwalają zaoszczędzić czas. Miałam nadzieję, że stanie się to łatwiejsze wraz z rosnącą liczbą wykonanych projektów, ale niestety nie na tyle, żeby mnie to satysfakcjonowało.

Pozostaje usiąść raz, przygotować szablon czy checklistę i korzystać. Ale…

 

Pracuję tylko dla innych

Zlecenia dla klientów? Nie ma problemu, terminowo i tak profesjonalnie, jak tylko potrafię. Rozwój Pomagierki? Uuu… Blokady, lęki, syndrom oszusta.

Gdy nie zajmuję się zadaniami dla klientów w czasie, który mam przeznaczony na pracę, czuję niepokój (nawet gdy zadań brak!!!). Jakby zaraz ten klient miał zapukać od wewnątrz w monitor i powiedzieć „halo, nie za to Ci płacę!”. To pozostałość po pracy na etacie i szefach-helikopterach – takich, co krążą za plecami i nad głową, zawisają nad ramieniem i kontrolują. Nie chcę bać się reakcji czy oceny klienta na każdą pierdołę. Niestety, mimo że pracuję z fajnymi ludźmi, którzy mnie chwalą i mi ufają, to i tak ta obawa nie chce mnie puścić.

Tymczasem Pomagierka też wymaga mojej uwagi, czasu i zaangażowania. Chodzi mi po głowie odświeżenie strony, zdecydowanie przydałoby mi się portfolio, szablony ofertowe dużo by mi usprawniły, no i z regularnym tworzeniem treści też mam kłopot.

 

This is who I am - błędy we własnej działalności

 

Jeśli też działasz w swojej firmie i masz dosyć podsumowań w stylu „jak rozwinęłam mój biznes w rok”, to witaj w klubie. Ja nie rozwinęłam swojej firmy w rok. Za to rozwinęłam siebie. Nauczyłam się mnóstwa rzeczy o sobie i  to jest dobra wiedza. Wciąż jest we mnie dużo we mnie strachu po tym roku w firmie. Ale to strach zidentyfikowany i łatwiejszy do spacyfikowania.

Jeśli mogę dać Ci jedną radę na koniec tego wpisu o błędach, to jest to: PAMIĘTAJ O SWOIM KONTEKŚCIE. O warunkach, w jakich pracujesz, ile masz czasu na pracę w ciągu dnia i ile chcesz pracować, o tym, jak się czujesz, o swojej kondycji psychicznej czy nawet o cechach charakteru. Działaj zgodnie z tym swoim kontekstem – nie kontekstem pana_i specjalisty_ki z internetu. Ja też będę się starać to robić w kolejnych latach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *